Zagony (rajdy) na głębokie tyły wroga należą do najniebezpieczniejszych i najbardziej śmiałych przedsięwzięć wojennych. Podczas wojny polsko-bolszewickiej 1920 r. polscy ułani przeprowadzili największy zagon kawaleryjski XX wieku na Korosteń. Polacy z ułańską fantazją roznieśli na szablach przeważające siły bolszewików, kończąc tym zwycięstwem wojnę polsko-bolszewicką.
Zagon polega na przełamaniu frontu i przedarciu się na głębokie tyły przeciwnika. Jest to samodzielna akcja wydzielonego oddziału jazdy bez kontaktu z dowództwem. Wymaga bardzo dobrze zgranego zespołu o wysokim morale i dowódcy z ułańską fantazją. Podczas zagonu oddział musi się bardzo szybko przemieszczać i działać z zaskoczenia, bo walczy cały czas w okrążeniu. Najmniejszy błąd może skutkować całkowitą zagładą oddziału. Podczas wojny polsko-bolszewickiej Polacy kilkukrotnie przeprowadzali podobne akcje. Największą i wzorcową był zagon na Korosteń.
Po bitwie warszawskiej bolszewicy cofali się na całym froncie. Pod koniec września front na południu stanął na linii rzeki Słuczy (ok. 200 km od Kijowa). Na tym odcinku walczył Korpus Jazdy dowodzony przez zgrany duet pogromców Budionnego. Tworzyli go pułkownik Juliusz Rommel oraz jego szef sztabu rotmistrz Aleksander Radwan-Pragłowski. Zadaniem Korpusu Jazdy było oczyszczanie przedpola maszerującej za nią piechoty. Nadgorliwa jazda zagalopowała się w pościgu za bolszewikami.
Korpus jazdy (ok. 10 tys. żołnierzy) miał doskonałe morale. Wojsko było doskonale zgrane i zaprawione w boju. Długa kampania z Budionnym wyselekcjonowała świetnych dowódców. Pragłowski pisał, że ścigając przeciwnika odwykły one od tego, aby go liczyć. Nacierały na każdego i zawsze zwyciężały. Analizując sytuację Rommel postanowił wykończyć i ostatecznie dobić przeciwnika śmiałym zagonem kawaleryjskim. Planował przerwać front, wyjść na tyły bolszewików i zniszczyć strategiczny węzeł komunikacyjny w Korosteniu (ok. 160 km od Kijowa). Zagon miał wniknąć w ugrupowanie przeciwnika na głębokość 100 km! Pomyślna realizacja tego celu spowodowałaby rozbicie bolszewickiej 12 Armii. 3 października rozpoczęto przygotowania do rajdu. Uzupełniano amunicję i wyposażenie ludzi i koni. Prowadzono akcje wypadowe i rozpoznawcze. Do rajdu Polacy wystawili doborowy oddział w sile 5 tys. ludzi (w tym 3, 5 tys. szabel) wspieranych ogniem 28 dział. Wydano rozkaz zabrania ze sobą ograniczonej ilości amunicji i taborów, żeby zwiększyć szybkość działania.
8 października z samego rana zagon ruszył do akcji. Po znalezieniu luki między oddziałami bolszewickimi, maszerował prosto na wschód. Kierunek ten miał zmylić przeciwnika i nie zdradzić docelowego punktu zagonu. W pierwszym dniu polscy ułani pokonali 50 km, uczestnicząc ciągle w walkach. W drugim dniu zagon nagle zmienił kierunek na północny-wschód, obierając za cel Korosteń. W tym czasie w mieście wywagonowała się sowiecka brygada piechoty (ok. 5 tys. żołnierzy). Miasto i węzeł kolejowy ubezpieczało na liniach kolejowych 5 nowoczesnych pociągów pancernych. Polski zagon pod osłoną nocy podszedł pod miasto i je okrążył. O drugiej w nocy ciszę rozsadziły dwa wybuchy. Polacy wysadzili w powietrze dwa mosty kolejowe. Między nimi znajdowały się 3 pociągi pancerne, które zostały unieruchomione. Załogi uciekły do lasu, a broń i amunicja wpadły w ręce Polaków. O 3 w nocy spieszeni ułani zaatakowali miasto. Ogień otworzyły do Polaków 2 pozostałe pociągi, które zaraz wzięła na celownik polska artyleria. Pociągi wycofały się. Ułani wdarli się do miasta. Doszło do gwałtownych walk ulicznych. 10 października o 6 rano Polacy zajęli miasto, po pokonaniu wielokrotnie silniejszego wroga. Saperzy zniszczyli stację oraz most kolejowy w Korosteniu. Po tym Polacy odskoczyli na południe od miasta. Tutaj musieli odpocząć do końca dnia.
Dowództwo sowieckie jeszcze tego samego dnia wydało rozkaz skierowania wszystkich sił na Korosteń, żeby zniszczyć polskich zagończyków. Polacy byli jednak szybsi. Po krótkim odpoczynku ruszyli w drogę powrotną. Po drodze zniszczyli kilka oddziałów sowieckich, uczestnicząc w ciężkich walkach. Jeden z oddziałów rozbił brygadę piechoty sowieckiej, biorąc więcej jeńców niż sam liczył żołnierzy. Podczas odwrotu do zagończyków dotarł rozkaz drogą lotniczą, żeby szybko kończyć zagon, bo zbliża się rozejm. Po 5 dniach zagonu polscy ułani zameldowali się 12 października na pozycjach wyjściowych. 2 dni później podpisano rozejm.
Zagon został świetnie przeprowadzony i zakończył się całkowitym sukcesem. Oddziały w ciągu 30 godzin od momentu uderzenia na Korosteń, przebyły od 90 do 150 km, cały czas biorąc udział w ciężkich walkach. Przeciętnie w ciągu 5 dni każdy koń przebył 230 kilometrów. Wysadzono w powietrze węzeł kolejowy w Korosteniu. Wzięto do niewoli łącznie 6-7 tys. jeńców. Zdobyto 20 armat, 80-100 karabinów maszynowych oraz duże ilości sprzętu wojskowego. Zniszczono 3 pociągi pancerne. Rozbito brygadę piechoty rosyjskiej i całkowicie zniszczono jeden pułk piechoty. Zdemoralizowano cały system tyłów 12 Armii sowieckiej, z której pozostały tylko strzępy. Gdyby do akcji ruszyła piechota mogłoby dojść do totalnego zniszczenia przeciwnika. Straty Polaków wyniosły zaledwie kilkudziesięciu zabitych.
Tym akcentem Wojsko Polskie zakończyło zwycięsko wojnę polsko-bolszewicką.
Artykuł Największy zagon kawaleryjski XX wieku pochodzi z serwisu Blog Surge Polonia - Historia i patriotyzm.