Kiedy w kinach pojawiają się takie filmy jak „Pilecki”, to nikogo nie trzeba namawiać do pójścia na seans. Rotmistrz to w końcu jedna z postaci pomnikowych – takich, z których powinniśmy być szczególnie dumni. Nawet jeśli macie już kupione bilety i wiecie, że za parę godzin znajdziecie się w sali, zachęcamy Was do przeczytania naszego tekstu. Oto pięć powodów, dla których nie tylko warto pójść samemu, ale także zabrać znajomych czy rodzinę.
Różne style narracji
Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy, jest wykorzystanie kilku technik obrazowania historii Witolda Pileckiego. Takie ujęcie tematu ma swoje niewątpliwe zalety. Film balansuje bowiem na granicy dokumentu i fabuły. Pierwsza część jest reprezentowana chociażby przez rozmowy z historykiem oraz synem bohatera, druga opiera się w dużej mierze na odtwarzaniu scen z życia Rotmistrza w sposób, który przywołuje wspomnienia o Teatrze Telewizji. Poszukiwania w obrębie formy doprowadziły do przemieszania sielskich migawek dawnej polskiej wsi oraz oszczędnego, skupionego na szczególe ukazywania najtragiczniejszych zajść z życiorysu Pileckiego.
Wykreowanie bohatera
Na początku tekstu nieprzypadkowo użyłem sformułowania „postać pomnikowa”. Witold Pilecki jest osobą, której biografii nie trzeba ubarwiać – to w pewnym sensie samograj z potencjałem na kilka filmowych superprodukcji. Twórcy, przy rozpisywaniu scenariusza, pomyśleli podobnie, więc nie silili się na upiększanie życiorysu, ale postawili na wierność historyczną. Życiorys rotmistrza został uznany za najlepszy scenariusz. I bardzo dobrze, ponieważ nic tak nie utrwala obrazu oddanego sprawie patrioty jak właśnie brak fikcji.
Odświeżanie pamięci
Zabrzmi to jak oczywistość, ale pamięć o bohaterstwie rodaków jest bardzo ważna. Nie ma co kryć – w ostatnim wieku Polacy aż nadto przelewali krew za swoją Ojczyznę. Jedną z osób, które nie szczędziły krwi był właśnie Rotmistrz. Jego życie było pełne poświęcenia i miłości do ojczyzny, ale zostało także naznaczone krańcowym cierpieniem. Najlepszą rzeczą, jaką możemy zrobić dla Witolda Pileckiego, jest zapoznanie się z jego biografią, a potem oddanie mu szacunku. Zasługuje na niego jak mało kto.
Edukacja
O ile dobrze pamiętam jeszcze czasy swojej edukacji szkolnej, przedmiot o nazwie historia był zawsze jednym z najbardziej ogólnych. Wyznaczone ramy czasowe rzadko pozwalały dotrzeć do wszystkich epizodów, które chciałoby się poznać, by dać asumpt do własnych poszukiwań. O życiu Pileckiego mówiło się albo zdawkowo albo wcale, a jak już pisałem postać to piekielnie interesująca i nieco zapomniana. Właśnie dlatego znamienne są końcowe sceny, gdy pokolenia rozgałęzionej rodziny Rotmistrza wspólnie przemierzają miejsca pamięci i odtwarzają losy swojego przodka. Oczywiście kilkudziesięciominutowy film nie pozwala opowiedzieć wszystkiego w wyczerpujący sposób, lecz daje solidne podstawy, by poczytać na temat nie tylko jednostki, lecz wszystkich, których dotknęła wojenna rzeczywistość.
Szacunek za dystrybucje
Wielki szacunek. Tak po prostu. Zrobienie filmu o ważnej osobie to jedno, ale ze swoim dziełem trzeba jeszcze trafić do potencjalnych odbiorców. Nie oszukujmy się – w dzisiejszych czasach prym wiodą ulokowane w miastach multipleksy, więc główną zagwozdką jest to, jak trafić na ekrany potentata. „Pileckiemu” się to udało, dzięki czemu niemal każdy może przekonać się na własne oczy i uszy, jak ważna była to postać. Na koniec dodajmy, że nadal mówimy o przedsięwzięciu niskobudżetowym, ale takim, które można polecić z czystym sumieniem.
Artykuł Pięć powodów, dla których warto zobaczyć „Pileckiego” pochodzi z serwisu Blog Surge Polonia - Historia i patriotyzm.