„Binia”, „menda”, „frajer”, „browar”, „bajera”, „do bani” – brzmi znajomo i swojsko, prawda? Każdy kojarzy te słowa i wie co one oznaczają, ale nie każdy wie skąd pochodzą. To „bałak” (gwara), w którym porozumiewali się „batiarzy” (łobuz, ulicznik), najbardziej charakterystyczna „wiara” (grupa) spośród mieszkańców Lwowa, która wyginęła razem ze swoim miastem. Bez batiara nie byłoby Lwowa i na odwrót. To ludzie lwowskich przedmieść, których na próżno było szukać w innych miastach…
Kiedy na początku listopada 1918 r. lwowskie ulice zamieniły się w plac boju między Polakami a Ukraińcami, z więzienia przy ul. Kazimierzowskiej (tzw. Brygidki) uciekło kilkuset więźniów. Mieli na swoim sumieniu zarówno drobne kradzieże, jaki i przestępstwa najcięższego kalibru. Część z nich stanowili legendarni lwowscy batiarzy. Nie wyobrażali sobie, żeby stać bezczynnie, kiedy ważyły się losy ich najukochańszego miasta. Nie mogli również przeoczyć okazji do niezapomnianej przygody. Wielu z nich zgłosiło się do polskich wojsk. Najwięcej batiarów walczyło w oddziale „Góry Stracenia” por. Romana Abrahama oraz kompanii porucznika Wilhelma Starkca. „Kmicicowi” dowódcy przymykali oczy na ich przeszłość – liczyła się dla nich przede wszystkim chęć do walki, gdyż brakowało ochotników. Batiarzy dobrze strzelali do Ukraińców, byli bezwzględni, mieli dużą inicjatywę, doskonale znali miasto, bijąc tym na głowę przeciwnika. Równocześnie nie mogli się powstrzymać przed grabieżą bogatej ludności cywilnej. Ten kontrast, pomiędzy szlachetną i bohaterską postawą, a zachowaniem charakterystycznym dla typów spod ciemnej gwiazdy, był znakiem rozpoznawczym lwowskich batiarów.
Batiarzy byli nieodłącznym elementem miejskiego folkloru Lwowa. Słowo „Batiar” pochodzi od węgierskiego „betyár” i oznaczało zuchwalca, ale zarazem wesołego mędrka. Przyszło do Lwowa gdzieś w XIX w. razem z zaborcą – monarchią austro-węgierską. Padło zapewne po raz pierwszy z ust węgierskiego żandarma, który ścigał tutaj ludzi z półświatka i krzyczał za nimi „betyár”! Batiarzy wywodzili się z najuboższej ludności lwowskich przedmieść. Wykonywali najgorsze i najsłabiej płatne prace. Wielu z nich było bezrobotnymi, co w konsekwencji powodowało konflikt z prawem. Pomimo tego, batiara odbierano zawsze pozytywnie, niemal pieszczotliwie.
Prawdziwy Batiar mówił tylko i wyłącznie bałakiem. Język lwowskiej ulicy – pisał lwowianin Witold Szolginia, onże bałak był istnym kopciuszkiem. Był bowiem językiem gminu, żargonem plebsu, godnym pogardy, lekceważonym i zwalczanym przez tak zwane wyższe i średnie sfery. Tępiono więc bałak w szkołach, rugowano go z „dobrych domów” – a on sobie trwał i tkwił niejako nielegalnie, czekając lepszych czasów. Melodyjny bałak wymawiano nosowo, śpiewnie przeciągano samogłoski. Miał osobne słownictwo – zlepek zlwowszczonych słów pochodzenia łacińskiego, greckiego, niemieckiego, ukraińskiego, tureckiego, rumuńskiego i węgierskiego. Batiarzy po swojemu zmieniali znaczenia słów i przekręcali wyrazy. Z czasem język ulicy wszedł na salony i do literatury. Wkrótce bałakiem mówiła większość mieszkańców miasta. Rozszedł się on poza rogatki Lwowa na polskie Kresy południowo-wschodnie. W latach 30. XX wieku, za sprawą Wiktora Budzyńskiego i jego cyklicznej audycji radiowej „Wesołej Lwowskiej Fali”, bałak zagościł w domach całej Polski. Gwiazdami audycji byli Tońku i Szczepku (Henryk Vogelfaenger i Kazimierz Wajda), którzy prowadzili wesołe dialogi we lwowskiej gwarze. Ich przygody przeniesiono później na ekrany kin. Byli słynni w całej Polsce.
Międzynarodowy koloryt miasta ukształtował niepowtarzalny charakter lwowskiego batiara. Wspominał o tym lwowianin Stanisław Wasylewski: Chętkę do włóczęgi wziął od jeńców tatarskich, przebiegłości nauczyli go kupcy ormiańscy i greccy korzennicy, zastrzyk buty zadziornej dali mu przybysze węgierscy z tamtej strony Karpat, fantazję polską masa szlachecka, której służył i ciurą w obozach chodził. Śpiewać uczył się od sąsiadów Rusinów i od grajka wędrownego z Czech, a i małpowania kupletów wiedeńskich i od siebie samego także trochę. Oprócz sposobu bycia i języka wyróżniał go ubiór. Nosił „klawy ancug” (marynarka), na głowie „kaszkietku” (kaszkiet), a na nogach „meszty” (buty).
W swoich oczach batiarzy byli nieustraszonymi „chojrakami” i „kozakami”, którzy nie bali się nikogo i niczego. Otaczali kultem swoją osobistą wolność. Byli odważni, silni i niezłomni tak jak lwy – symbol Lwowa. Mieli wspaniałe poczucie humoru i zawsze dobre samopoczucie. Ich dziewczynami były „binie”. O ich względy musieli walczyć z konkurentami, z którymi wszczynali bójki. Uwielbiali się bawić. Miejscem ich spotkań były knajpy, szynki, mordownie i tancbudy. W niedziele i w święta spotykali się na zabawach, festynach, huśtawkach, weselach, karuzelach, i w lunaparkach. Stałym elementem dobrej zabawy był alkohol. Pili „ćmagę” (wódkę) oraz „browara z harą” (piwo z wódką). Często imprezy kończyły się bójką, zwłaszcza gdy pojawiali się batiarzy z innej dzielnicy. Wówczas w ruch szły pięści, flaszki, szklanki, krzesła i stoły. Impreza kończyła się przyjazdem „wozu ratowniczego” policji. Wspólna zabawa i pijatyka sprawiała, że uczestnicy nawiązywali poczucie grupowej więzi, czyli „morowej hebry”. „Trzymali sztamę” ze sobą na śmierć i życie.
Batiarzy tworzyli niemal zamkniętą kastę, a świat postrzegali w schemacie: „my” – dobrzy, „wy” – źli. „My” to ubogi i co prawda przestępczy element, ale wzniosły, honorowy i barwny, natomiast „Wy” to „cywilizowany świat” reprezentowany przez ludzi bogatych i zarazem nieciekawych, których ostoją było państwo, a co za tym idzie porządek i prawo. Batiarzy szczególnie nienawidzili policji, na której wyładowywali swoją złość i pogardę. Nazywali ich „mendami”, „policajami”, „granatowymi”. Innym przedstawicielem „świata cywilizowanego”, z którym batiar popadał w konflikt był „frajer” – elegancki bogacz. Według batiarskiego kodeksu honorowego można było go znieważyć, okraść i pobić. Świat ludzi bogatych wywoływał w nich agresję. Ubóstwo było dla nich powodem do dumy, stanowiło szczególną wartość, w przeciwieństwie do pogardzanego bogactwa, które nie zapewniało szczęścia, miłości i wolności. Dla batiara najważniejszymi były wolne, szerokie serce, przyjaźń kolegi i kochająca dziewczyna. Wobec świata był cynicznie obojętny, zgodnie z powiedzonkiem „nasyrmatyr waszy”, ale w ważnej chwili potrafił stanąć w obronie słabszego i oddać życie za ojczyznę i kochane miasto. Zgodnie z tekstem jednej z ulicznych piosenek, batiar w obronie Lwowa mógł pójść walczyć przeciwko każdemu wrogowi i gonić go jak najdalej od swojego miasta:
Bedzi wojna z Rusinami,
Nasz komendant pódzi z nami
Ode Lwowa do Kijowa
Za Rusinami marsz, marsz, marsz.
Bedzim walczyć tyż z Niemcami,
A Muśnicki wali z nami,
Ud Poznania du berlina
Gnać sukinsyna, marsz, marsz ,marsz.
Batiarski świat wywróciła II wojna światowa. Polski Lwów umarł w 1945 r. Batiarów wysiedlono na tzw. „Ziemie Odzyskane”, gdzie próbowano zachować unikalny charakter lwowskiej kultury. Po 1945 r. batiar wyszlachetniał. Każdy lwowianin chciał nim zostać. Stał się on synonimem lwowskości. Ostatecznie świat przedwojennego Lwowa odszedł niemal w zapomnienie, ale jak widać bałak funkcjonuje do dzisiaj w naszym potocznym języku, co prawda już tylko w szczątkowej wersji. Ilu z Was złapało się na znajomości bałaku? Czy nie przeszła Wam przez głowę myśl, że już gdzieś widzieliście osoby czy środowiska, które czerpią schematy myślenia i style zachowania z batiarskiego kodeksu honorowego? Można podawać wiele przykładów.
Na zakończenie tekst piosenki Emanuela Schlechtera „Serce Batiara”:
Zrobisz mu krzywdy –
Tu wtedy si strzeż:
Batiar pukaży ci kły.
A zrobisz mu dobrzy –
Tu on tobi tyż,
Sto razy wiency jak ty!
Mówci, co chceci,
Ni ma na świeci,
Joj, jak sercy batiara!
Batiar, jak trza,
Tu życi swy da,
Bu taki sercy un ma!
Za rugatkami, gdy przyszła pora,
Batiar swy ziemi bronił jak lew,
Ukopym była mu kużda nora,
A mendal jegu – to krew…
Za rugatkami wiosna i latu,
Poszli batiary, poszli na bój,
Jedyn z bagnetym, drugi z armatu –
Za honur Lwowa – i swój.
Artykuł Batiarzy – bohaterskie łobuzy ze Lwowa pochodzi z serwisu Blog Surge Polonia - Historia i patriotyzm.