Oddziały polskiej obrony terytorialnej (Obrona Narodowa), które broniły swoich domów, osiedli, wiosek i miast przed Niemcami, walczyły aż do rozbicia lub całkowitego zniszczenia swoich jednostek. Odznaczyły się niesamowitą odwagą i bohaterstwem. Niemcy zemścili się za ich straceńczy opór, wielu z nich mordując w bestialski sposób.
Na początku 2016 r. ponownie ruszyły prace nad stworzeniem wojsk obrony terytorialnej w Polsce. Warto przy tej okazji dowiedzieć się czegoś więcej o ich przedwojennym protoplaście – oddziałach Obrony Narodowej. Dorobek tej formacji jest naprawdę imponujący. Powstała w 1937 r. Obrona Narodowa wyraźnie przewyższała rozwiązanie niemieckie. O trafności niektórych rozwiązań może świadczyć fakt, że ich część znajduje zastosowanie we współczesnych wojskach terytorialnych – napisał historyk Kazimierz Pindel. Formacja potwierdziła swoją przydatność w boju, a jej żołnierze walczyli bohatersko i z poświęceniem. Twórcy aktualnej koncepcji utworzenia i użycia wojsk obrony terytorialnej w Polsce, odwołują się do doświadczeń i tradycji, zarówno konspiracyjnej Armii Krajowej, jak i przedwojennej Obrony Narodowej.
Naród pod bronią
Idea wojsk obrony terytorialnej w Polsce, nawiązuje do prastarej koncepcji „pospolitego ruszenia”, kiedy to każdy obywatel był zobowiązany do służby wojskowej. Przez niemal całe dwudziestolecie międzywojenne Polska nie miała wojsk obrony terytorialnej – jej rolę i aspiracje pełniły organizacje paramilitarne, w myśl hasła „Naród pod bronią”. Dopiero pod wpływem zagrożenia ze strony III Rzeszy, władze wojskowe i cywilne rozpoczęły szukać możliwości zwiększenia potencjału obronnego państwa, które nie wymagałoby dużych nakładów finansowych. Już w 1935 r. gen. Tadeusz Kutrzeba zgłosił projekt utworzenia lokalnych, ochotniczych formacji cywilno-wojskowych. Miały one wzmocnić potencjał obronny państwa i dodatkowo zmniejszyć bezrobocie. Decyzję o powołaniu wojsk obrony terytorialnej o nazwie „Obrona Narodowa” podjęto w 1936 r. Stały się one częścią sił zbrojnych Rzeczypospolitej.
Pierwsze bataliony powstały w styczniu 1937 r. przy jednostkach wojskowych. Każdy z nich liczył ok. 200 żołnierzy. Tworzyli je rezerwiści oraz przedpoborowi wyłącznie narodowości polskiej, których rekrutowano z okolic stacjonowania batalionu. Instruktorami byli żołnierze zawodowi, a dowódcami oficerowie rezerwy. Bataliony uzbrajano w broń z demobilu, która pamiętała czasy I wojny światowej. Nie dysponowały bronią przeciwpancerną. Żołnierze nie byli skoszarowani, umundurowanie trzymali w domach, a broń była zdeponowana na policji lub w jednostce wojskowej. Podstawą wyszkolenia były kilkudniowe ćwiczenia oraz kilkutygodniowe obozy zgrywające. Bataliony w terenie, ściśle współpracowały z lokalnymi społecznościami, a przede wszystkim z organizacjami młodzieżowymi i paramilitarnymi. Bataliony osiągały gotowość bojową w ciągu 6-8 godzin. Łącznie w 1939 r. przygotowano do walki 82 bataliony Obrony Narodowej, które były rozsiane po całej Polsce, przede wszystkim w pasie nadgranicznym. Łącznie liczyły ok. 50 tys. żołnierzy.
Celem Obrony Narodowej była przede wszystkim pomoc armii regularnej: ochrona mobilizacji, zabezpieczenie ważniejszych obiektów, osłona manewru, zwalczanie dywersji itp. W działaniach frontowych nadawały się tylko do obrony i to krótkotrwałej, najlepiej w obronie własnych miejscowości. Miały walczyć zgrupowane w brygady.
Na wzór Spartan
”Duch batalionów obrony narodowej był znakomity, chociaż wyszkolenie jeszcze surowe. Gdy wojna wybuchła, bataliony obrony narodowej były nie skonsolidowanym organizmem dla boju, ale cennym elementem jako uzupełnienie armii w czasie późniejszym. Szczególnie zupełny brak uzbrojenia ppanc., mała ilość broni maszynowej, brak taborów itp., uniemożliwiał użycie tego wojska w sposób dowolny. Trzeba było nim działać tylko na kierunkach drugorzędnych, w obronie na miejscu. W walkach ruchomych i przy silnych marszach musiała obrona narodowa mieć duże trudności” – tak ocenił przydatność w boju Obrony Narodowej generał Tadeusz Kutrzeba, dowódca armii „Poznań”.
Podczas kampanii polsko-niemieckiej 1939 r. poszczególne bataliony Obrony Narodowej walczyły z ogromnym poświęceniem i poniosły wysokie straty. Większość z nich walczyła, aż do momentu całkowitego rozbicia oddziału, podobnie jak starożytni Spartanie. Żołnierze Obrony Narodowej bez problemów radzili sobie z ich niemieckim odpowiednikiem – Landwehrą oraz niemiecką Strażą Graniczną – Grenzschutzem. Świetnie zwalczali niemiecką dywersję, rozstrzeliwując na miejscu złapanych na gorącym uczynku Niemców, za co później spotkały ich krwawe represje. Dobrze radzili sobie jako straż tylna, wycofujących się polskich armii, np. armii „Poznań”. Ubezpieczali natarcie regularnej armii m.in. w bitwie nad Bzurą. Kiedy jednak używano ich do innych celów, niż pierwotnie przewidywano, bataliony bardzo szybko ulegały zniszczeniu. Wielokrotnie ich przeciwnikiem były niemieckie wojska zmechanizowane i pancerne – w starciu z takim agresorem nie miały żadnych szans.
Największą skuteczność bataliony przejawiały podczas walk o swoje „małe ojczyzny”. Kiedy Niemcy uderzyli na Koronowo, spotkał ich tam opór miejscowego batalionu ON. Polski oddział odpierał falowe ataki nieprzyjaciela, aż do wyczerpania amunicji. Później nie mając innego wyjścia, przyjął walkę wręcz. Z batalionu pozostały tylko szczątki, które przedarły się do polskich oddziałów. Pomimo ogromnej przewagi przeciwnika, opór stawiano do samego końca. Nikt nawet nie myślał o kapitulacji. Podobny opór stawiło kilkanaście batalionów, w różnych miastach całej Polski. Do największego bohaterstwa żołnierzy ON, doszło jednak na Pomorzu. Bataliony ON wchodzące w skład Lądowej Obrony Wybrzeża, pod dowództwem pułkownika Stanisława Dąbka, walczyły dosłownie do całkowitej, fizycznej eliminacji. 19 września „wszystkie siły Lądowej Obrony Wybrzeża zostały całkowicie rozbite – napisał Kazimierz Pindel. Na Kępie Oksywskiej nie było żadnej kapitulacji. Walka nielicznych oddziałów lądowej Obrony Wybrzeża w porównaniu do sił niemieckich, trwała do całkowitego ich zniszczenia przez nieprzyjaciela”.
Wielu żołnierzy ON zginęło w walce lub zostało rannych. Gros żołnierzy trafił do niewoli. Część wróciła do domów i zaangażowała się w konspirację, natomiast niektórych spotkały krwawe prześladowania, tylko z tego powodu, że byli członkami ON. Żołnierzy batalionów ON, wziętych do niewoli na Śląsku, od razu rozstrzeliwano. 22 września w Sochaczewie rozstrzelano 50 żołnierzy batalionu ON „Bydgoszcz” za rzekome tłumienie niemieckiej dywersji w Bydgoszczy. W rzeczywistości batalion znajdował się wtedy poza miastem. Prześladowania spotkały również żołnierzy poznańskich batalionów ON. Ich Niemcy potraktowali ze szczególnym okrucieństwem. Za zwalczanie niemieckiej dywersji w tym rejonie, żołnierzy ON rozstrzeliwano na miejscu. Oficerów i podoficerów potraktowano jeszcze gorzej. Po ukończonej kampanii polsko-niemieckiej, wyłapano ich w obozach jenieckich i po urządzeniu pseudo-procesu ścięto gilotyną (w innych źródłach toporem). Taki los spotkał w 1941 r. m.in. dowódcę batalionu ON „Poznań I” – kpt. Ignacego Sęka oraz dowódcę batalionu ON „Poznań II” – kpt. Antoniego Cichonia. W ten sam sposób zginęło wielu innych oficerów, podoficerów i żołnierzy. Wszystkim postawiono bezpodstawny zarzut rozstrzeliwania i znęcania się nad ludnością niemiecką podczas działań wojennych w 1939 r.
Nowy rozdział
Wiele zagadnień związanych z Obroną Narodową do dzisiaj nie została zbadana. Dzieje tej formacji są dzisiaj praktycznie w ogóle nieznane szerszej publiczności. W chwili tworzenia nowoczesnych wojsk obrony terytorialnej w Polsce, wiedza o tym jakie bohaterskie tradycje dziedziczy, jest niemal obowiązkowa.
Artykuł Bohaterskie oddziały Obrony Narodowej we wrześniu 1939 r. pochodzi z serwisu Blog Surge Polonia - Historia i patriotyzm.